Podróżnik
AktualnościReportażeGaleriaInnyWymiarONasL-KulturaKontakt
kant reportaże kant2

"Krutynia – od truizmu do zachwytu"

Niektóre truizmy przyswajane w swojej chwytliwej prostocie , uzmysławiają nam bardziej złożoną naturę świata.Czy prawdą jest , że świat jest mały? Świat jest mały.Podróże kształcą? Kształcą.Nie chcę zahaczać o popularną reklamę napojów chłodzących i dowodzić, że to nieprawda, że Laluś nie lubi piwa „Laluś”.Truizmami można się zatruć.
Lalusie wyruszyli na swój siódmy Rajd.

z

Płynęli szczęśliwie wśród lądów, przez  różne akweny szlakiem Krutyni.Nie spotkali na trasie jadowitych żab drzewnych, kolorowych ważek czy bajecznych motyli.Wśród gęstowia lasów nie pojawiały się goryle ani tukany.W pobliżu kajaków nie sposób było dostrzec kajmana. Hipopotamy nie rozdziawiały leniwie potężnych pysków bo po prostu nie ujawniły się.Zachwyt wzbudzały zjawiska, które dotykają niepostrzeżenie.Ten dotyk potrafi być porażający. Myślę o ciszy.Dotyka ona subtelnie, mimochodem i człowiek uzmysławia sobie, że jest w jej objęciach.Uściski raz mocniejsze, innym razem stawały się tylko muśnięciem.Kiedy wpływasz nagle w siedliska ptaków , cisza jak wstydliwa kochanka umyka nagle pozostawiając w osłupieniu świadków nowej sytuacji. Ptaki nie udawały zaniepokojenia. Żyjąc w dobrosąsiedzkich skupiskach kaczki z perkozami czy żurawie z czaplami,  na swój sposób emanowały spokojnym nastawieniem do siebie. Takie mało – polskie. Bez zawiści Gęgały troskliwie do swych małych, że sami bez mała poczuliśmy się małymi.Nie jestem w stanie wymienić z ornitologiczną dokładnością gatunków ptactwa, które spotkaliśmy, bo nie o to chodzi. Podróże kształcą bez względu  na to czy poprawnie jesteśmy w stanie wymienić gatunki zwierząt, a świat jest mały bez względu na ogrom nieprzebytych lądów. Wrażenia zmieniały się tak szybko jak szybko płynęły kajaki. Kajaki przekraczały dozwoloną  prędkość. STOP PIRATOM DROGOWYM ! STOP!  Szlak wodny to też droga i można wyrządzić wiele szkód.Nie chodzi o szkody natury fizycznej czy moralnej. Zbyt szybkie pomykanie kajakiem prowadzi do tego, że czas nie pyta i nie stoi.Ten kolejny truizm, może nazbyt trywialny dowodzi, że nie jesteśmy w stanie , chociaż bardzo byśmy tego chcieli, zatrzymać czasu.
Klatka po klatce, nieprzerwalnie, nasze odkrywcze mózgi, zapisywały coraz to nowsze wrażenia.Pierwsze wielkie uniesienie dotknęło nas na wyspie. Dobiliśmy do niej pierwszego dnia, płynąc po Jeziorze Białym. Osiem hektarów do dyspozycji na jedną noc. Właściciel wyspy jako jeden z ostatnich repatriantów z Grodna przyjechał tutaj starą „dekafką”  i osiedlił się na stałym lądzie. Został taryfiarzem i miał to szczęście , że znał zarówno miejscowego księdza jak również partyjnych kacyków. Życiowe meandry tamtych czasów powodowały , że sekretarz chcąc ochrzcić dziecko musiał to zrobić po kryjomu. Nasz taryfiarz podejmował się mediacji z księdzem i  póżniej  wszyscy razem pili wódkę. W ten sposób zdobyte kontakty pozwoliły mu nabyć wyspę za śmieszne pieniądze, która zapisana była jako ląd stały.Dzisiaj za wyspę Włosi z Niemcami oferują milion EURO. My na tej bezcennej wyspie spędziliśmy noc przy ogniu, który oświetlał nam do rana obozowisko. Z pobytu na niej mój mózg zarejestrował wędzoną sielawę i poranną kawę z biszkoptami. Te kulinarne perełki trafiły nam się za sprawą gospodarza. Sielawa jeszcze na wyspie a kawa u gospodyni na tarasie jej domu na lądzie. Smak tej mokrej, podwójnej kawy będę pielęgnował do następnego rajdu. Wyspę opuszczaliśmy będąc współlokatorami, bo okazało się, że zwiedzając ją na pożegnanie, zobaczyliśmy nagiego, młodego mężczyznę przy namiocie w towarzystwie dwóch amazonek. Jedni mu współczuli inni zazdrościli.

lal


Rozstania nie muszą objawiać się w formie histerii, płaczu czy rzucaniu monet za siebie.To co było niech nigdy się nie powtórzy.Lalusie rządni wrażeń mają świadomość, że za następnym zakrętem spotka ich coś niezwykłego, coś co pozwoli uwierzyć , że wszystko płynie.Płynęliśmy tak w dziesięciu, w pięciu kajakach a wiatr notorycznie spychał nas w lewo.Zepchnięci do Spychowa uświadomiliśmy sobie, że Jurand nieodparcie kojarzył nam się z tą miejscowością do momentu kiedy dopłynęliśmy tutaj . Cisza ustąpiła. Nastąpiła walka postu z karnawałem. Nad brzegiem usytuowany był amfiteatr. Panie z Koła Gospodyń Wiejskich, konkurs chórów ludowych i dyskoteka.Myśmy dotarli  na część artystyczną gdzie piosenki w stylu  „Hej sokoły” dominowały w programie. Okazało się , że z dziesięciu Lalusiów zostało dziewięciu. Może dlatego, że najniższy wzrostem, niepostrzeżenie wymknął nam się jeden z kolegów.Wiedziony dzikim instynktem, dotarł do oka cyklonu. Zastaliśmy go w środku amfiteatru, gdzie na bosaka wił się w pląsach i obtańcowywał dwa razy większe od siebie kobiety.Gdybyśmy nie wiedzieli do czego mogą służyć piersi, to mielibyśmy obawy, czy przy tych rozmiarach i dysproporcjach nasz przyjaciel przeżyje w tańcu.Takie sytuacje rodzą frustracje.Okazuje się, że charyzmatyczni tancerze, przed którymi kobiety klękają z różnych powodów, potrafią zagrozić jedności.Chuć i nienasycenie.Tylko niezłomności jednej załogi, która zniecierpliwiona przeciągającym się stanem zawieszenia odpłynęła, zawdzięczamy , że post wygrał z karnawałem a Jurand nie jest już jedynym facetem, który kojarzy się ze Spychowem. Po tym jednoosobowym show na nowo tworzyliśmy jedność. Z jeziora wypłynęliśmy w przesmyk i jako marynarze słodkich wód zaczęliśmy myśleć o kolejnym biwaku.Lalusiowanie  dopuszcza w swojej filozofii, w przeciwieństwie do harcerstwa , picie oprócz kawy czy herbaty, napojów wspomagających.Coś musiało dodać nam skrzydeł.Żaden z  Lalusiów nie lewitował jednak, nie unosił się na najmniejszą nawet wysokość i nie emanował niezwykłością.Zapewniam, że niezwykła aurę Krutyni dostrzega się dopiero po przebudzeniu, gdzie prosto z namiotu wskakuje się do wody i świat zaczyna wirować. Całą toksyczność życia topisz tak dla.. jaj a póżniej uzmysławiasz sobie jakie życie jest piękne. ŻYCIE JEST PIĘKNE !as


Jeśli istnieje tło na którym można by plastycznie oddać nasz pobyt na szlaku Krutyni , to z pewnością byłby to kolor zielony. Nie myślę o turkusowej barwie wody ani o zieleni lasów.Zielony kolor jest synonimem nadziei i to pozwala wierzyć,że Siódmy Rajd Lalusiów, jakkolwiek zakończony w miejscowości Zgon, przejdzie płynnie w następną swą postać. Gdy prawdy oczywiste urastają do miana truizmu, rodzi się pytanie.Jak wielka różnica dzieli nas od truizmu do zachwytu, opowiadając o Krutyni? No jak wielka ? Z tym pytaniem usypiam mając świadomość, że nie jestem w stanie na nie odpowiedzieć.Magia Krutyni pozwala przemycić w sobie prawdy ogólne, lecz Krutyni zdefiniować się nie da.Pozostaje ZACHWYT.

 

Zbigniew Teper
go
kant reportaże kant2
listfa
Copyright © Klub przygody Cruzoe