Podróżnik
AktualnościReportażeGaleriaInnyWymiarONasL-KulturaKontakt
kant reportaże kant2

"Łupawa – w bystrzu łagodności"

 

Ludziom zrozpaczonym i wątpiącym oraz tym, którzy nie potrafią ocenić rzeczywistości w kanonie umiarkowanego nawet optymizmu - dedykuję ten krótki tekst .

Słońce nie musi być wyznacznikiem udanego dnia.
Dzień , każdy dzień mieści się w konwencji prognozy pogody, lecz pogoda nie musi z kolei być z definicji jej częścią składową. Pogoda ducha bardziej odpowiada zwyczajom każdej poprzedniej, następnej i kolejnej wyprawy , oraz wszystkim przedsięwzięciom,
w które zaangażowani są ludzie z Klubu Przygody CRUZOE.



Łupawa ,rzeka Łupawa w opisie przewodników jawi się jako trudna i wymagająca , w niektórych lokalnych opracowaniach jako rzeka budząca grozę. To spowodowało, że chcieliśmy podwyższyć poprzeczkę naszych kajakowych eskapad , chcieliśmy doświadczyć tych obiecanych emocji, zmierzyć się z własnymi o niej wyobrażeniami. Wiedzieliśmy, że z braku czasu nie wpłyniemy nią do morza a była taka możliwość. Wiedzieliśmy również, że nie spotkamy w niej piranii ani krokodyli, świadomi byliśmy jej górskich i nietypowych objawów w tej szerokości geograficznej. W natłoku relacji podróżniczych nasza skromna szesnastoosobowa ekipa pozostawiła nieco inne akcenty na swojej trasie a pogoda ducha przy sztormowej pogodzie na Jeziorze Jasień, które było prologiem do spływu Łupawą pozwoliła zapamiętać nas jako normalnych inaczej.




Moja relacja nie będzie miała charakteru dziennika i powiem wprost ,nie chcę epatować osiągnięciami grupy, która nie oszukujmy się, w temacie wieku i fizyczności podnosi statystykę a która stanęła w swoim rozwoju psychicznym i emocjonalnym na poziomie dwudziesto- trzydziestolatków. To pozwala wierzyć , że obiecane opisy nie załamały nas z braku oczekiwań natomiast w poczuciu piękna i estetyki zostaliśmy zwyczajnie dowartościowani. Łupawę polecam dzisiaj nie ze względów marketingowych,, chociaż tak naprawdę trzeba mieć świadomość, że drugi raz pierwszego wrażenia się nie zrobi. Akcenty na jej stopień trudności, moim zdaniem są lekko przesadzone ale piękno, czystość , pomorenowy, kamienisty charakter oraz zwyczajny ludzki pozytywny ładunek, którego doświadczaliśmy wielokrotnie, stawia tą rzekę na piedestale. Nie zaliczam jej do kategorii "Supertrudnych ", natomiast z czystym
sumieniem mogę ogłosić ranking w kategorii "Przepięknych" i tutaj jawi nam się
Łupawa jako jedna z piękniejszych, polskich rzek, rzeka niosąca swoim nurtem
czar krajobrazu oraz urok ludzi, którzy stanęli na naszej drodze.
Wojtek Marcinkowski – właściciel Firmy "Kajakiko" z Kozina i nasz Logistyk kajakowy ,
pierwszy dostrzegł oznaki naszego indywidualizmu i na biwaku udostępnił nam rozbicie namiotów
tak aby zorganizować"Pierwszy Międzynarodowy Wieczór Poetycki im. Jana Kożuszka".
W czternastu językach świata – tutaj muszę bronić swojego poczucia skromności bo nie
chciałem o tym pisać, ale rzetelność relacji tego wymaga, więc w tylu językach ,
tłumaczonych przez przyjaciela Googla, czytali koledzy z Klubu Przygody CRUZOE moją poezję.
Czytali z właściwą dozą humoru. Dziękuję Wam za to. Okazało się, że banery z naszego Wieczoru stały się ponadczasowe. Wojtek mailował mi, że stały się one inspiracją klimatyczną dla następnych grup przybywających po nas. Tak tworzą się legendy. Tym sposobem legenda Jana Kożuszka jako duchowego Patrona przedsięwzięcia, zaczęła dojrzewać niczym wino. Jasiu w dniu Wieczoru obchodził swoje … urodziny. Niespodzianki powinny być nieodzownym elementem naszego życia, pod warunkiem, że będą miłe. Taką niespodzianką z gatunku "miłych" był telefon Wojtka do Łupawy,
miejscowości o tej samej nazwie co rzeka, a konkretnie do Pani Jadzi .
Pani Jadzia z kolei miała namówić Komendanta Straży Pożarnej aby dla nas otworzył remizę.
To pozwoliło nam na rozłożenie wewnątrz karimat bez rozkładania namiotów.
Dzisiaj żałuję, że nie zostałem strażakiem. Wewnątrz dostaliśmy tzw. wypas.
Prysznice, mikrofale, lodówki, sanitariaty… a nieopodal w pobliżu czekały na nas pokusy, których Patronem był sam Wójt. W pobliskim drink barze pogawędziliśmy z Panem Wójtem oraz z Komendantem Straży Pożarnej. Dowiedzieliśmy się, że nasz przyjazd nastąpił o tydzień za późno, bowiem ominęła nas rekonstrukcja Bitwy pod Łupawą pomiędzy wojskami napoleońskimi i pruskimi.
Nasza tam dyskusja przedłużyła się , już bez tych Panów ,do nieco późniejszych godzin.
Poranku , ach poranku … Przebudzić się należy ,choćby ze względów estetycznych.



Trzeba otworzyć oczy , aby mogły zobaczyć i chłonąć to wszystko co przed nami, aby mogły utrwalać ostatni dzień wspólnej, męskiej bytności. Ostatnie chwile w takiej scenerii tworzą syndrom ważki. Nasze oczy niczym receptory tych owadów widziały w tym słonecznym dniu znacznie więcej. Barwy nasycone były nieco mocniej niż zwykle a koloryt otoczenia niczym specjalnie się nie wyróżniał od tego w Amazonii. Realizm , ten z pogranicza magicznego, zmuszał nas do uwierzenia, że wszystko płynie.
Oprócz rzeki, chmur, nieba nad nami i czasu , zdaliśmy sobie sprawę, że my również płyniemy, że jesteśmy częścią krajobrazu . Lecz krajobraz bez nas już nie jest taki sam.


Zbigniew Teper

 

Zbigniew Teper
go
kant reportaże kant2
unilited
Copyright © Klub przygody *Cruzoe